uścisk męskich dłoni

FACHOWCY FIXLY: Prawdziwy fachowiec wie więcej niż Google!

„Prawie całe życie spędziłem na budowie. Zaczynałem od regipsów i malowania, później zaczęło ciągnąć mnie bardziej do instalacji sanitarnych. Na początku pracowałem jako pomocnik. (…) Na moje umiejętności składa się wiedza ojca, wiedza wujka i jednego z moich byłych szefów. To trzy osoby, od których czerpałem najwięcej, z ich doświadczenia cały czas korzystam” – mówi Michał Szymański, specjalista w dziedzinie prac remontowych, wykończeniowych, instalacji sanitarnych, a w czasie wolnym pasjonat tańca.

Michał Szymański fachu uczył się od ojca i wujka. Doświadczenie zawodowe zdobywał na licznych budowach, pracując zarówno przy instalacjach sanitarnych, jak i wykładzinach przemysłowych czy w branży remontowo-wykończeniowej. Mieszka i pracuje we Wrocławiu.

 

 

AGNIESZKA WOJTASZEK: Zacznijmy od podstawowego pytania – skąd ta budowlanka?

MICHAŁ SZYMAŃSKI: Tak naprawdę, wszystko zaczęło się od ojca, który robił instalacje sanitarne. Siłą rzeczy, mając 15-17 lat, zacząłem z nim jeździć na budowy i mu pomagać. Doświadczenie zdobywałem też wykańczając domy rodziców. Wspólnie przerobiliśmy 3 – to było niezłe pole do popisu.

Zawsze pracował Pan w tej branży, czy miał Pan chwile zwątpienia, zmian?

Prawie całe życie spędziłem na budowie. Zaczynałem od regipsów i malowania, później zaczęło ciągnąć mnie bardziej do instalacji sanitarnych. Na początku pracowałem jako pomocnik. Wujek i ojciec brali mnie ze sobą na budowy i zajmowałem się kwestiami sanitarno-grzewczymi. Kiedy miałem 26 lat wkręciła mnie szkoła tańca. Zarabiałem na nią budowlanką. Wtedy nie chciałem robić żadnych dużych instalacji, więc zajmowałem się łazienkami. Niczym w “Gorączce sobotniej nocy” – do 15:00 byłem panem kafelkarzem, a od 15:00 instruktorem tańca. Po 2-3 latach trzeba było jednak wybrać, podjąć decyzję co robić dalej.

Ponieważ dziś rozmawiamy o Fixly, wiemy na co się Pan zdecydował.

Na moje umiejętności składa się wiedza ojca, wiedza wujka i jednego z moich byłych szefów. To trzy osoby, od których czerpałem najwięcej, z ich doświadczenia cały czas korzystam. Ten potencjał ułatwił decyzję.

Jak zdobywa Pan zlecenia?

Bardzo często z polecenia. Jeden klient mówi o mnie kolejnemu i wieść się niesie. Taka pozytywna opinia to niesamowicie ważna sprawa. Po jednym mniejszym zleceniu może trafić się kolejne, znacznie większe. A wszystko dzięki dobremu słowu od klienta.

Skąd w takim razie Fixly?

Konto na Fixly założyłem pod koniec grudnia. I w styczniu się zaczęło! Nie miałem dużo planów, więc tak naprawdę cały czas byłem na telefonie, wyłapywałem nowych klientów. Na początku chciałem ambitnie w pierwszej wiadomości wysyłać bardzo szczegółową ofertę, ale później uznałem, że najważniejsze to nawiązać kontakt. Przedstawić się, powiedzieć krótko o szczegółach, zadać pytania. W ten sposób zrealizowałem kilka zleceń jeszcze zimą. I oczywiście zawsze prosiłem o opinię. Jakąkolwiek! Chciałem, żeby ludzie pisali jakie mają odczucia, co było okej, co niekoniecznie. Dzięki temu mam już w profilu sporo opinii, a one przyciągają kolejnych klientów.

Jak wygląda kwestia wyceny Pana usług?

Zawsze mówię, że tak jak nie nauczę nikogo tańczyć przez telefon, tak samo pacjenta przez telefon nie zbadam. Ogólną, szacunkową wycenę bez problemu mogę podać przy rozmowie telefonicznej. Jednak szczegółowa wycena wymaga, żeby dane miejsce zobaczyć, wymierzyć, dokładnie omówić z klientem. Zawsze też wyczulam klientów na to, że koszty remontu mogą się zmienić. Zmienią się okoliczności, cena w hurtowni, wybór klienta… Na to też trzeba być przygotowanym planując wydatki.

Jak rozpoznać prawdziwego fachowca?

Prawdziwy fachowiec już w pierwszej rozmowie będzie zadawał bardzo dużo pytań. Będzie chciał się dowiedzieć czego klient chce, co wie, w jakim wymiarze potrzebuje rady i pomocy. I będzie wiedział znacznie więcej niż Google!  

A czego ciekawego można się dowiedzieć z Google?

Panuje przekonanie, że wszystkiego, prawda? Niekoniecznie. Google daje standardowe odpowiedzi na standardowe pytania. Są kwestie, na które tylko praktyka zna odpowiedź. Jasne, warto się uczyć, czytać. Ja sam dużo się w ten sposób dowiedziałem i cały czas dokształcam, ale wyszukiwarka internetowa nigdy nie zastąpi doświadczenia. Poza tym cały czas coś nowego się dzieje, cały czas trzeba się uczyć. Klientowi trzeba dawać wiedzę i umiejętności na miarę XXI wieku.

Czyli prawdziwy fachowiec inwestuje w swoją działalność i uczy się cały czas, przez całe życie.

O tym nie możemy zapomnieć. Musimy cały czas się rozwijać, inwestować. I dzięki temu podejściu na dzień dzisiejszy mam wolny termin w październiku.