Fachowość to pasja i ciężka praca – wywiad

Piotr Witkowiak z wykształcenia jest elektronikiem. Własną firmę prowadzi od 1992 roku, w Poznaniu. Ponieważ od zawsze ciekawiły go wszelkie kwestie techniczne, oprócz zagadnień zawodowych z elektryki i automatyki, opanował także umiejętności z zakresu hydrauliki czy budownictwa. Dzięki wszechstronnej wiedzy wielokrotnie pomógł już klientom bezradnym wobec złożoności usterki.

 

AGNIESZKA WOJTASZEK: Jak zaczęła się pana przygoda z własnym biznesem?
PIOTR WITKOWIAK: Firmę prowadzę od 1992 roku, więc od ponad 25 lat. Z wykształcenia jestem elektronikiem. Życie rzuciło mnie w elektrykę i automatykę. Kiedy zaczynałem, największym problemem był brak materiałów i narzędzi. Zwykła wiertarka była szczytem marzeń każdego fachowca. Mimo to głód wykonawców był ogromny, wszyscy szukali fachowców, którzy pomogliby uporać się z podstawowymi problemami i usterkami. Ponieważ jestem człowiekiem bardzo ciekawym spraw technicznych, na budowach przyglądałem się pracy innych. Dopytywałem, uczyłem się od nich i nabyłem umiejętności także z innych dziedzin związanych z branżą budowlaną.

Jak szukał Pan zleceń na samym początku, w “erze przed internetem”?
Na początku dawałem ogłoszenia w gazetach, rozwieszałem ulotki na słupach. Odpowiadałem też na prośby zlecających, którzy także ogłaszali się w gazetach. Później, gdy już człowiek prowadził własną działalność jakiś czas, to jeden klient podsyłał następnego i tak to się kręciło. W moim przypadku na początku byli to klienci indywidualni, którzy później zaczynali też prowadzić własne firmy. Dzięki nim wykonywałem zlecenia dla dużych firm, które zadowolone z jakości usług nawiązywały współpracę. W ten sposób zacząłem realizować większe zlecenia, w takich firmach, jak Lisner czy POZ BRUK.

Co się zmieniło w tej kwestii?
Mam swoją stronę internetową, ale wciąż sporą część zleceń zdobywam na zasadzie polecenia, tak jak dawniej. Mam grono stałych klientów, którzy w miarę potrzeb się do mnie odzywają. Mam też pod opieką kilka firm, dla których pracuję. No i oczywiście korzystam z różnych serwisów i portali internetowych – dzięki temu znalazłem się na Fixly.

Fixly to kolejne źródło zarobku?
Fixly traktuję trochę jak badanie rynku. Lubię kontakt z klientami indywidualnymi, bo właśnie z tych rozmów często rodzą się najciekawsze projekty. Cały czas aktywnie szukam zleceń, bo w zakresie elektroniki, teletechniki czy automatyki nie ma dla mnie mniej i bardziej ciekawych tematów. Przyjmuję wszystkie zlecenia, które jestem w stanie wykonać dobrze – niezależnie czy to robota na 10 minut czy 2 miesiące.

Jak dowiedział się Pan o naszym serwisie?
Lubię trzymać rękę na pulsie, więc co jakiś czas przeglądam portale ofertowe – tak też trafiłem na Fixly. Zarejestrowałem się i chwilę później dostałem pierwsze zapytanie. Ponieważ akurat byłem w pobliżu, podjechałem na miejsce i w ciągu pół godziny załatwiłem sprawę. Klientka była mile zaskoczona i wystawiła mi pozytywną ocenę. Przede mną pojawiło się u niej dwóch wykonawców z innych portali i żaden z nich sprawy nie załatwił. Dopiero moja interwencja sprawnie i skutecznie problem rozwiązała.

Trzeba przyznać, że klientka miała anielską cierpliwość, jeśli tak szukała i szukała…
Nie miała innego wyboru…Widzę, że wielu klientów, mając złe doświadczenia, podchodzi do Fixly z dużą rezerwą i na początku często sceptycznie. Dopiero po zrealizowaniu zlecenia, gdy są zadowoleni, mówią, że to fajny pomysł, więc wystawiają opinię. I wracają.

Brakowało takiego serwisu?
Z pewnością. Wystarczy postawić się w roli klienta, żeby domyślić się dlaczego. Zajmuję się również systemami alarmowymi. Jestem licencjonowanym instalatorem, więc widzę to tym bardziej. Boimy się wpuścić do domu kogoś obcego, o kim nic nie wiemy. Dlatego szukamy sprawdzonych fachowców – z polecenia najbliższych, albo z serwisów, na których widzimy opinie i oceny innych użytkowników.

A jak zdobywa Pan te opinie na Fixly – czy po wykonaniu usługi prosi Pan o ocenę?
Klienci wciąż jeszcze często nie wiedzą o tym, że mogą opinię wystawić, albo o tym nie pamiętają, więc sam zawsze wysyłam prośby o ocenę. Zlecający są różni, czasami są zagonieni i nie mają czasu, ja to doskonale rozumiem. Dlatego najczęściej proszę o ocenę zaraz po dobrze zrobionym zleceniu. Wtedy, na fali emocji, idzie to sprawnie.

Jak pracował Pan na swój sukces?
Nie wiem czy to jest sukces, to chyba za dużo powiedziane. O sukcesie na pewno mogą mówić ci, którzy stworzyli duże firmy. Ja po prostu działam. Myślę, że to jest przede wszystkim wynik ciężkiej pracy. Trzeba włożyć sporo energii, żeby być na bieżąco, szczególnie kiedy się pomaga klientom w różnych dziedzinach. Nowych urządzeń, systemów, technologii jest sporo. Z resztą ja bardzo dużo uczę się też od klientów którzy są niewyczerpalnym źródłem pomysłów i inspiracji. Z ciężkiej pracy, rzetelnego podejścia do klienta i z pasji wynika fachowość.